Priorytet(y)

Znasz to uczucie, kiedy patrzysz na listę zadań i widzisz tam „top 5 priorytetów na ten tydzień”? Albo kiedy szef mówi, że „wszystkie te trzy projekty są priorytetowe”?

Przyzwyczailiśmy się do tego. Żyjemy w kulturze, która wmówiła nam, że możemy mieć wszystko naraz. Że możemy biec w pięciu kierunkach jednocześnie.

Tylko że język – i historia – mówią co innego.

Historia jednego słowa (i wielkiego nieporozumienia)

Słowo „priorytet” weszło do języka angielskiego w XIV wieku. Pochodzi od łacińskiego prior, co oznacza po prostu „pierwszy” lub „poprzedni”.

I teraz najważniejsza rzecz, o której zapomnieliśmy:

Przez blisko 500 lat słowo to nie miało liczby mnogiej.

To logiczne. Coś, co jest „najpierwsze”, może być tylko jedno. Nie może być dwóch pierwszych miejsc na podium. Nie mogą dwa samochody jednocześnie przejechać przez jednopasmową bramkę.

Dopiero w XX wieku – w okolicy lat 40. i 50., wraz z rozwojem korporacji i nowoczesnego zarządzania – zaczęliśmy pluralizować to słowo. Zaczęliśmy mówić o „priorytetach”.

Co się wtedy stało? Próbowaliśmy nagiąć rzeczywistość. Uznaliśmy, że jeśli nazwiemy kilka rzeczy „najważniejszymi”, to magicznie rozciągniemy dobę i naszą uwagę.

Pułapka „wszystko jest ważne”

Kiedy masz 5 priorytetów, tak naprawdę nie masz żadnego.

Jeśli wszystko na Twojej liście jest zaznaczone na czerwono, jako „PILNE/WAŻNE”, to ten kolor przestaje cokolwiek znaczyć. Staje się tłem. Szumem.

Psychologia nazywa to rozproszoną odpowiedzialnością (w kontekście uwagi). Kiedy próbujesz nadać najwyższą rangę wielu zadaniom naraz, Twój mózg wchodzi w stan paraliżu decyzyjnego. Zamiast robić tę jedną, kluczową rzecz, zaczynasz robić:

  • rzeczy najłatwiejsze (żeby coś odhaczyć),

  • rzeczy najgłośniejsze (bo ktoś krzyczy),

  • albo nie robisz nic, scrollując telefon ze zmęczenia.

Mniej priorytetów = więcej wyników

W „projekcie mniej” nie chodzi o to, żeby robić mało dla samej zasady. Chodzi o to, by robić to, co ma znaczenie.

Powrót do pierwotnego znaczenia słowa „priorytet” jest jednym z najlepszych narzędzi do zarządzania swoją energią. To brutalnie uczciwe pytanie:

„Gdybym dziś mógł zrobić tylko jedną rzecz, która popchnie moje życie/projekt do przodu, to co by to było?”

Reszta to zadania. Obowiązki. Tło. Ale priorytet – to, co pierwsze – jest jeden.

Mały krok dla Ciebie

Nie musisz od razu rewolucjonizować całego kalendarza. Zrób eksperyment jutro rano.

Zanim otworzysz maila, zanim wpadniesz w wir „gaszenia pożarów”, weź kartkę i napisz na niej jeden Priorytet na ten dzień.

Nie trzy. Nie pięć. Jeden. To jest Twoje „prior”. To, co idzie przodem.

Dopiero gdy to zrobisz (lub gdy zarezerwujesz na to nienaruszalny blok czasu), możesz zająć się całą resztą. Zobaczysz, jak bardzo zmienia się jakość pracy, gdy przestajemy oszukiwać samych siebie, że możemy być w kilku miejscach naraz.

Bo nie możemy. I język wiedział to od dawna.

Next
Next

3 sekundy